Wakacje zaczęły się już na dobre, a ja ciągle czekam na ogłoszenie listy
przyjętych do liceum xD I czasie czekania, postanowiłam napisać
notkę o yaoistkach. Przy okazji, zapewniam, że nie pojawią się tu
żadne yaoi hard, moje oczy by tego nie zniosły xp
Enjoy!
Yaoistka to termin powszechnie znany
– dziewczyna-mangowiec, która lubuje się w rysunkowym
gej-porno i potrafi
shipować facetów w każdym anime (kogoś ominęła przyjemność oglądania wspaniałych
artów Levi x Eren?). Tak moim zdaniem kojarzy się ten termin. Jak to wygląda w
moich oczach? Nno, z racji tego, że większość moich kumpel-mangowców to
yaoistki (które, swoją drogą, dzielnie próbują mnie przekonać, że yaoi jest
zajebiste… średnio im to idzie, moja bariera anty-yaoi trzyma się całkiem
nieźle xd), musiałam się jakoś przystosować. Tak, jestem dziewczyną, jestem
mangowcem i nie lubię yaoi – zdziwienie? Nie żebym była nietolerancyjna,
niespecjalnie mnie obchodzi, kto jaką ma orientację, dopóki się z tym
przesadnie nie afiszuje, ale nie znaczy to, że muszę lubić to oglądać. Tym
bardziej jeśli jest to rysunkowe porno – przepraszam, jakoś mnie to nie jara.
Ale jak się żyje z yaoistkami na co
dzień, to trudno ominąć te tematy. Zresztą, TO JEST WSZĘDZIE. Pewien art z FMA
Kimblee x Miles zostanie mi w pamięci na zawsze… Uraz do końca życia.
„Nie zawsze wysyłam ci yaoi, ale gdy już
to robię, jest to większość linków” (~Tsu, z rozmów z Ush). Ostatnio
dowiedziałam się, że kumpela wysyła mi yaoi nie dlatego, że się jara, ale przez to,
że śmiesznie reaguję. Bardzo mnie to podniosło na duchu. BARDZO. No ale jak ja
mam reagować na art z ulubionym bohaterem z anime shipowanego z inną, męską
oczywiście, postacią? To boli w oczy, one krwawą! Chociaż i tak najlepiej moje
reakcje ukazuje ten screen miny Hisoki z HunterxHunter:
A
kiedy już minie faza rozpaczania nad tym, co się zobaczyło, trzeba jakoś
opieprzyć wspaniałomyślną kumpelę! Nawet jeśli to kompletnie nic nie daje ;_;
Chociaż muszę przyznać, że nawet
jeśli yaoi jak nie lubiłam, tak dalej nie lubię (może nawet moja awersja do
tego gatunku się pogłębiła), to nie mam kompletnie nic przeciwko shounen-ai.
Miłość to miłość i o ile nie muszę oglądać/czytać nie mniej, co bardziej
zawstydzających scen, to dam radę – Tsu mi świadkiem, że spodobało mi się jej
opowiadanie shounen-ai. Co więcej, śmieszą mnie sytuacje w anime, które dla yaoistek mogą być urocze czy coś (na przykład bliźniaki z Ourana - genialni są!).
ALE. Nigdy w życiu nie będę
tolerancyjna wobec dwunastolatek piszczących naokoło, jak to uwielbiają „Hejczoła”
albo pairingi takie jak SasuNaru, RoyEd (Boże, broń mnie przed tym!), RinHaru (Free!!), L x Light, Shizaya (Durarara!!) czy inne NezuShiony (No.6). Dla mnie to jakaś paranoja, że
gimbuski
(hehehe, wyszło się z gimnazjum, to można xD) chodzą i gadają, jak to chciałyby
poznać geja albo – jeszcze lepiej! – być gejem. Miałam to szczęście i nigdy nie
rozmawiałam z żadną przedstawicielką tego odrębnego gatunku mangowców (albo
nawet ludzi), ale jak widzę na Facebook’u czy innych portalach
społecznościowych ich jakże inteligentne komentarze, to zaczynam się
zastanawiać, co jest nie tak z tym światem.
Yaoistki jednak nie mają aż tak
łatwo – można się nabawić trwałego urazu na psychice przez pewnego
wyrośniętego, starego szoguna z wielkimi wargami i pedalskim śmiechem… Co jest
z kolei zabawne dla mnie.
Jest też odrębna kwestia pewnego
anime, wszystkim znanego. Tak, mowa tu o arcypopularnym Boku no Pico. Nie, nie oglądałam i już zapewniłam sobie u
przyjaciółki, że jeśli kiedykolwiek z ciekawości zerknę na ten twór szatana, to
dostanę patelnią w łeb. Tak na opamiętanie. Nie chcę kolejnego urazu na
psychice – widziałam opening, a on tylko utwierdził mnie w
przekonaniu, że to
jest chyba najbardziej powalone anime, jakie wyprodukowano. I że lepiej się
teko nie tykać przez kij, przez szmatę; tak będzie bezpieczniej dla mnie samej.
Reasumując: dla mnie są tak naprawdę
dwa rodzaje yaoistek – te, które ja znam i lubię, czyli raczej starsze,
wiedzące, co to umiar… nie, cofam to, wszystkie są zboczone po równo i pewnie
dałyby radę znaleźć coś nawet w yuri, ale umieją mówić o czymś innym i nie mają tak zjechanej psychiki jak te wszystkie małolaty (no, trochę mają, jak każdy mangowiec - bądźmy ze sobą szczerzy xD), te drugie z kolei to gumbuski, jarające się
każdym pairingiem („Och, Hejczoł jest taki zajebisty!!!!!11111oneone”),
oglądające wszystkie anime z fanserwisem (vide ostatnio popularne Free!!, Kuroko no Basket albo ciągle lubiane Kuroshitsuji) i dla których nie ma czegoś takiego, jak seria bez
podtekstów yaoi. Tak, jestem bardzo subiektywna :3
Zakładam, że tak mniej więcej wyglądałam, kiedy po raz pierwszy natknęłam się na yaoi... No, należy też dodać do tego wielki rumieniec. Och, biedna ja T.T
Piszcie w komentarzach, co Wy sądzicie o yaoistkach i o czym chcielibyście poczytać następnym razem :3

.png)


